Głupiec
Droga siostro, być może masz mnie za głupca, za kogoś kto jest niepełny rozumu, narwany i niekoniecznie dobrze ogarnięty w świecie. Mogę nie wiedzieć kim jest jakże ważny dla Ciebie Edward Kenway czy Ezio Auditore, mogę nie mieć pojęcia nic na temat tego co robisz z Greenem po nocach i nie chodzi mi tu o Wasze zabawy, o ile już jesteś na to gotowa. Jesteś niezmierne mądra, utalentowana i do tego piękna. Jak mógłbym nie cieszyć się z takiej siostry? Ale wracając... naprawdę możesz mnie porównywać do inteligencji kamienia, śmiać się ze mnie na każdym kroku. Jednak ja Cię jeszcze zaskoczę moja droga Evie... to jak świat postrzegany jest przez moje oczy... Skąd wzięły się Gawrony którymi tak gardzisz... jeszcze wiele rzeczy przed Tobą jest zatajnione. I ja Jacob Frye, Twój jedyny, mega przystojny brat pokaże Ci jak to wszystko wygląda z mojej perspektywy.
Znajdujemy się pod Londynem, możesz pytać czemu. Dlaczego pociągnąłem Cię w głąb lasu, w nocy. Jedynie ogień pochodni rozjaśnia nam drogę, niejednokrotnie wpadliśmy na jakieś drzewo które nagle wyrosło przed nami. Krzyczałaś, że uwaga... znów jestem głupcem. Jestem szalony. Jednakże ja wiem czego chciałem, ja wiem co chce Ci pokazać moja najsłodsza siostrzyczko. Każdy kolejny krok jest przemyślany, chodziłem tą ścieżką dopóki sam nie zrozumiałem tego co tam znalazłem. Jak ważne dla nas wszystkich jest to co tam zostało naniesione. Im bliżej tam byliśmy tym jaśniejsze stawały się moje zamiary, a serce prawie wyskoczyło z piersi. Byłem kimś... głupcem według Ciebie, według mnie... jestem zaledwie małym człowieczkiem który odkrył tajemnice szybciej. Choć czy to na pewno będzie tak bardzo ważne? Czy na pewno będę za to uznany za kogoś więcej?
Wszystko się okaże...
I tak o to, dwójka Asasynów, niemalże tego samego wzrostu, tego samego wieku, dzielący nie tylko datę urodzin, ale też płynie w nas ta sama krew. Stanęła przed jaskinią. Nie dałem jej dojść do słowa, wiedziałem co chciała mi powiedzieć. Zaprowadziłem ją do środka, jaskinia była płytka. Ważniejsze było to co zostało zapisane za skalnej ścianie. Godzinami spędzałem czas na tłumaczeniu tego... tak ja byłem na tyle skory by coś takiego zrobić. Evie miała zagadkowe spojrzenie. Jakby zaraz chciała mnie zbesztać za zajmowanie jej ważnego czasu. Ja nie zamierzałem odpuszczać nawet na chwile. Uśmiechnąłem się w jej kierunku przyjaznie, wiedziałem doskonale jaki jest nasz cel podróży. Dlaczego chce jej to pokazać.
Tutaj swoje stopy stawiała osoba, która na pierwszy rzut oka nie była kimś wartościowym. Nie była też osobom która była by jakkolwiek istotna dla przyszłej historii...
Zacząłem mówić, a raczej czytać. Siostra wpadała w jeszcze większe zdziwienie. Skąd ja mogę wiedzieć o co chodzi. Nie przestawałem.
Galop jej konia był nie do zatrzymania, tak samo jak dzierżoną w dłoni broń, a strzały z łuku cisnęła daleko, hen daleko za horyzont w kierunku swoich wrogów... naszych wrogów. Oto jest miejsce kultu wojownika... nie... naszego brata bądz siostry, naszej nadziei w walce z Zakonem Starożytnych. Od zarania dziejów Bractwo Ukrytych działało, jak sama nazwa wskazuje w cieniu jednak osoba o której mowa, wskazała nam nową drogę. Dzierżmy nasze ukryte ostrza z dumą i bez cienia strachu przed przeciwnikiem. Kontynuujmy jej dziedzictwo po dziś dzień. Niech Bractwo pamięta osobę której imię brzmi Eivor... Eivor z Klanu Kruka.
Moja droga siostrzyczka nic mi nie odpowiedziała. Ona wiedziała o nim mowa. O jak ważnej osobie która bardzo dawno temu żyłą na naszych ziemiach, naszej rodzinnej Anglii. Jedyne co mogę zrobić to nazwać mój gang Gawrony, pochodne od Kruka. Być dumnym z bycia Asasynem i kontynuować walkę przeciwko Templariuszom. Niech przelana krew naszych braci i sióstr nie przepadnie na dobre. Niech prowadzi... Nie... niech Eivor patrzący na nas z Valhalli będzie dumny, nawet jeśli nie miał za dużo styczności z Bractwem to tak samo jak my był wojownikiem. Lecz w obecnych czasach zasady się nieco zmieniły, walczymy inaczej, może i cele też mamy inne. Jednak... honor zawsze będzie na pierwszym miejscu.
Całą drogę jak i obecność w jaskini towarzyszył nam czarny wilk oraz latający wysoko na niebie kruk. Czyzby duch zasłużonego wojownika był z nami obecny? Odwróciłem głowe w kierunku zwierząt.
Nie zawiedziesz się na nas Eivorze.
Powiedziałem to z nie małym szacunkiem.
Komentarze
Prześlij komentarz