Londyn
Macie mnie wszyscy za potwora. Za kogoś kto by tylko bawił się i pił na mieście. Za osobę która nie wie co to odpowiedzialności.
Ale jaką macie pewność, że mnie znacie?
Może po prostu widzicie to co chce abyście widzieli? Kontroluje Waszą opinią robiąc z siebie wiecznego kretyna? Czy ktokolwiek próbował mnie chociaż zrozumieć?
Odpowiedzi nasuwają się same... dzisiaj jest dzień szczególnie dla mnie ważny. Po zestawieniu listu siostrze udałem się w podróż. Krótka bo krótka, ale podróż. Wskoczyłem na dach pociągu i siedzac czekałem na swój przystanek. Ani razu nie obróciłem się za siebie. Miałem swój cel. Evie zrozumie. Musi zrozumieć co zamierzałem zrobić. Będąc na miejscu zeskoczyłem z dachu. Wylądowałem prawie nie zauważony. Ludzie mimo wszystko zauważa nawet najmniejszy ruch. Szczególnie, że się wyróżniam.
Idąc przez miasteczko zaszedłem pierw do pubu. I nie nie z zamiarem picia. Przywłaszczyłem sobie jedną z butelek. Nie zbiednieja jak się zorientują. Schowałem ją w płaszczu. Maszerowałem dalej dopóki moim oczom nie ukazała się mała dziewczyna. Stała przerażona z kwiatami. Do moich uszu docierały słowa na sprzedaż. Podszedłem do niej i kucnąłem.
- Za ile Panienka sprzedaje kwiatki? - zapytałem z uśmiechem.
- Za 4 pieniążki - odpowiedziała z lekkim przeproszeniem. Zrobiła krok w tył.
- Wezmę wszystkie - sięgnąłem do kieszeni. Podarowałem dziewczynce sakiewke z dość sporą ilością pieniędzy i wziąłem kwiatki - Miłego dnia młoda damo - posłałem jej uśmiech po czym się podniosłem.
Szedłem, a raczej chciałem lecz dziewczynka złapała mnie za dłoń.
- To za dużo proszę Pana - puściła mężczyznę chwilę po tym
- Pieniędzy jest wystarczająco - odpowiedziałem i po raz kolejny się uśmiechnałem do niej - Baw się dobrze.
Widziałem na jej przerażej twarzy zalążek uśmiechu. A jeszcze bardziej ucieszyły mnie słowa dziękuję wypowiedziane radośnie. Dziewczyna zniknęła mi z oczu. A ja? Ja szedłem dalej.
Znalazłem się w miejscu do którego dążyłem. Usiadłem na trawie uprzednio kładąc kwiaty przed sobą. Wyjąłem butelkę i pociągnąłem z niej łyk alkoholu. Nie był aż taki mocny. Mój wzrok utkwil w miejscu kwiatów.
- Twoje zdrowie
Szepnalem ciągnąć kolejnego łyka alkoholu.
- W dniu naszych narodzin. Chciałem być chociaż chwilę z Tobą...
Otarłem powstałą złe z policzka.
- Chciałem Ci tak wiele rzeczy powiedzieć. Tak wiele pokazać... Chciałbym Cię poznać
Urwałem. Nawet alkohol nie pomaga w napływie złych emocji. Byłem dobity. Nigdy nie byłem tak dobity jak w tej chwili.
- Tak bardzo tęsknię mamo...
Komentarze
Prześlij komentarz