Paryż
To były czasy za nim opuściłem Francję. Miałem jeszcze parę wolnych dni przed sobą. Chciałem je w jakiś sposób wykorzystać. Pierwsze co padło na spacer. Ten kraj miał coś w sobie. Oczywiście nie umywa się w niczym do Ameryki jednakże chciałem poznać tu nieco więcej. Mój nowy cel może odrobinę poczekać.
Nogi pokierowały moją osobę na taki jakby plan, ludzie w pośpiechu się przemieszczali. Każdy uciekał myślami do swoich zajęć. Typowy dzień. Jak każdy inny na świecie. Moje oczy dostrzegły chłopca. Siedział sam na uboczu. Główkę miał spuszczoną, a w dłoni jakiś przedmiot. Postanowiłem się do niego dosiąść. Mój francuski nie był taki zły. W jakimś stopniu spróbuje się z nim porozumieć. W pierwszej chwili mu się nie przyglądałem. Chłopczyk ani drgnął kiedy się dosiadłem.
Coś nie tak Paniczu? - jego ubiór wskazywał na to z jakiego domu pochodził.
Jest dobrze proszę Pana – odpowiedział wciąż nie odrywając oczu od przedmiotu – Proszę się mną nie przejmować.
A jednak widzę na twarzy Panicza smutek – mówiłem spokojnie, ludzie w ogóle się nami nie interesowali.
Dzisiaj był pogrzeb mojego taty – podniósł głowe by spojrzeć na swojego rozmówce – Mój tata dołączył do swojego taty i całej reszty rodziny.
Momentalnie odebrało mi mowę. Tak jak wiedziałem co powiedzieć to teraz miałem jeden wielki mentlik. Co mu powiedzieć? Jak zareagować... osierocone dziecko... jest to czymś... nawet na to brakuje mi słów.
Twój tata na pewno był kimś wielkim – głupstwo, palnąłem najgorszą możliwą rzecz.
Tata był dla mnie przykładem – odpowiadał bez oporów – Widziałem go martwego... wtedy upuściłem to – pokazał mu zegarek – Jedyną pamiątkę jaka mi po nim została... - na policzkach chłopca pokazały się łzy.
Paniczu... - podniosłem się aby uklęknąć naprzeciwko niego – Twój ojciec patrzy teraz na Ciebie z góry. Obserwuje Twoje życie i na pewno łzy by go zmartwiły.
Przepraszam proszę Pana – szybko otarł powstałe łezki – Tata mówił, że płaczą tylko kobiety.
Wiesz co Ci powiem Paniczu? - przyłożyłem palec do jego klatki piersiowej. W okolicy serca – Twój tatuś zawsze będzie z Tobą. Nieważne gdzie pójdziesz on będzie Ci towarzyszył.
Jak to? - nie zrozumiał – Co ma Pan ma myśli?
Jest w Twoim sercu – odparłem z uśmiechem – Bez serca nigdzie się nie ruszysz Paniczu – skąd u mnie takie mądre słowa. Sam nie wiem.
Za nim chłopczyk odpowiedział. Doszły do nas krzyki. Oboje obróciliśmy głowy w ich kierunku.
Paniczu Dorian! Wracamy do domu! - krzyczała jego opiekunka, miała go pilnować, a straciła go z oczu bardzo szybko.
Dorian? Czy to możliwe, że ten śmieć miał syna? Chwila moment... ja już tego chłopca widziałem... podczas tego dnia... kiedy zginął jego ojciec. Z mojej ręki. Podniosłem się od razu, nie dałem po sobie poznać szoku jakiego właśnie doznałem.
Dziękuje Panu za rozmowe – Arno po tym jak wstał to się ukłonił. Schował zegarek i pobiegł w stronę opiekunki.
Odebrałem dziecku... niewinnemu dziecku ojca... jego rodzinę... a teraz mam jeszcze czelność go pocieszać... Zacząłem iść w przeciwnym kierunku. Muszę zniknąć z Francji jak najszybciej się da. Nie mogę więcej spotkać tego chłopca. Więcej spojrzeć mu w oczy... Jestem potworem zapatrzony we własne cele... nie liczyło się dla mnie nic innego... nawet kogoś takiego jak mnie... czasem ruszy sumienie.
~ Pare lat pózniej
Arno stał nad grobem ojca. Jego celem było zlokalizowanie mordercy. Ktoś odważył się ich wtedy rozdzielić. Bez prawnie... dlaczego akurat on musiał stracić ojca... co takiego się stało iż musiał tak cierpieć... miał kaptur na głowie. Był dorosłym mężczyzną, odważnym. Jednak kiedy dochodziły myśli o ojcu. Zmieniał się w małego chłopczyka z tamtego okresu. Brakowało mu go... tyle rzeczy chciał mu powiedzieć, przekazać. Pochwalić się.
Zawsze będziesz ze mną tato...
Szepnął przypominając sobie słowa tamtego mężczyzny spotkanego po pogrzebie. Od tego spotkania właśnie tak myślał. Tata jest zawsze po jego lewej stronie, nieważnie gdzie pójdzie on. Ojciec też tam jest. Żałował iż nie zapytał o imię... być może teraz byłby w stanie go odszukać, jeśli jeszcze żyje. I podziękować za słowa które towarzyszyły mu całe dotychczasowe życie od tego momentu. Kierowały nim, podnosiły na duchu.
Komentarze
Prześlij komentarz