Powrót
Nigdy nie sądziłam, że jeszcze kiedyś w swoim życiu zobaczę to piękne miasto. Po ciężkim wydarzeniu niestety, ale mogłam jedynie pomarzyć o odwiedzeniu miejsca, które było moim domem przez jakiś czas. Gdybym tylko chciała umrzeć mogłam się tam zjawić i krzyknąć. To ja! Zabij mnie... w moim życiu nastał dość ciężki czas, nie widziałam go w zbyt dobrych barwach i może dlatego zdecydowałam się na tylko jedną okoliczność... będąc jeszcze w Londynie, w głowie chodziło mi masę rzeczy. W szczególności jedna jedyna rzecz... po narzuceniu na siebie szaty, której nigdy więcej nie miałam mieć na swoim ciele wiedziałam, że nie ma odwrotu. Nie mogłam obejrzeć się za siebie na tym etapie.
Może jeszcze się zobaczymy.
Szepnęłam patrząc na groby rodziców. Ciężko było mi się z nimi żegnać choć tak naprawdę nie ma ich przy mnie przez spory kawał czasu. Nauczyłam się żyć zdana tylko na siebie i mimo wszystkich nieprzyjemności dalej miałam uniesioną głowę wysoko. Jak przystało na córkę ważnego człowieka w mieście. Tata byłby ze mnie dumny, a mama bez wątpienia by mnie udusiła za to co chce zrobić. Tylko ja... ja nie mogłam dłużej tak żyć. Przed śmiercią musiałam odhaczyć ostatnią pozycje na mojej liście.
I tak o to... po wielu przeszkodach na drodze, znalazłam się na ziemi Królestwa Florencji. Nigdy nie zapomnę widoku tego miejsca, ilekroć zamykam oczy widzę ze piękne zielone drzewa, te duże, starannie wykonane budynki. Nawet powietrze było tu inne. Czyżby był to mój raj na ziemi? Czy może tak reaguje za sprawą wspomnień które łączą mnie z tym miejscem mocną więzią? Któż to może wiedzieć... Nie miałam pewności czy znajdę tutaj tego kogo szukam. Nie przeprowadziłam żadnego dochodzenia, ryzykując życiem przedostałam się do ostatniego miejsca do którego powinnam wrócić. Przechadzając się bezpieczną drogą. Czyli górną poszukiwałam znajomego męzczyzny. Nic innego się obecnie nie liczyło. Kiedy go zobaczyłam... serce mi zamarło. Myślałam iż ten widok jest już dla mnie zakazany, że on nie żyje. Podeszłam bliżej, twarz dalej miałam skrytą pod dużym kapturem szaty. Wydawał się być zamyślony lecz nie na tyle by dać się zaskoczyć. Za nim się odezwałam on się odwrócił, nasze oczy przez ułamek sekundy się spotkały za nim spuściłam głowę.
Kogosz ja tu widzę – odparł podchodząc bliżej – Zjawiła się Księżniczka – delikatnie uniósł głowę dziewczyny – A jednak się zjawiłaś...
Choć nie powinnam tego robić – obawiałam się iż nie jest sam, niby był na tyle wyszkolony... nie było szans by ktoś go śledził... tylko wszystko może być możliwe... - Złamałam postanowienie...
Nie stanie Ci się krzywda – przerwał jej w pół zdania – Miasto jest już dawno wolne od naszych wrogów. Nie masz się kogo bać.
Zawsze będę się miała czego bać – westchnęłam cicho, kiedy tak na niego patrzyłam, przypominałam sobie poprzednie wydarzenia, jak prawie zginęliśmy w służbie bractwa – Ezio... przybyłam tu tylko po jedno.
Po jedno? - obrócił jej słowa w pytanie, nie rozumiał o co może chodzić – Nie obraziłbym się jakbyś zechciała mówić nieco jaśniej. Ostatnio oberwałem mocno w głowę i...
Nie musisz mi się tłumaczyć.
Nic się nie zmienił, musiał wkurzyć któregoś z naszych przyjaciół ewentualnie ma jakiś nowych. W końcu musi ułożyć sobie życie, wszelkie sprawy powoli były zakończone. Niedługo będzie musiał zwolnić bowiem nie będzie miał nic innego do roboty. Uśmiechnęłam się do niego, był taki głupi... a podobno to ja byłam mniej bystra od niego. Niekiedy nie mogłam w to uwierzyć i dzisiaj miałam właśnie takie wrażenie. Czułam na swoim plecach wzrok kogoś jeszcze, być może mi się wydawało i nie było to nic wielkiego lecz musiałam mieć na uwadze czas jaki mi pozostał. Musiałam się spieszyć. Nie chciałam by sprawa tak po prostu została otwarta. Nie po to tutaj przybyłam. Podeszłam o krok bliżej, on dalej nie rozumiał co mi chodzi po głowie.
Ezio... obiecasz mi coś? - zadałam niepewnie próbując utrzymać z nim kontakt wzrokowy. Co bywało trudne zważywszy na to jak bardzo mocno zaczęło walić mi serce.
Oczywiście – odpowiedział bez zastanowienia, był bardzo ciekawy o co jej chodzi – Wiesz, że mi możesz zaufać.
Tak wiem...
Posłałam mu jeszcze jeden uśmiech. Niezręczna cisza wydawała się dłużyć w nieskończoność. Wpatrywałam się asasynowi dalej w oczy. Miał je takie ładne... po wzięciu większego wdechu chwyciłam go za szaty i pociągnęłam w swoją stronę. Pocałowałam go bardzo pewnie, wcale nie zdziwił mnie fakt iż Ezio szybko przejął inicjatywę. Kaptur zleciał mi z włosów Czułam jego objęcie, to jak cudownie całuje... takie chwile chciałabym zatrzymać na dłużej. Dopiero po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie zaledwie ustami, tkwiąc w ramionach mężczyzny czułam się tak jak dawno powinnam się czuć.
Nie mogłam się powstrzymać – szepnęłam – Nie mogłam dłużej tego skrywać...
Ciesze się iż to ja się pierwszy nie rzuciłem na Ciebie – zaśmiał się cicho – A mało brakowało piękna.
Przestań tak mówić – nienawidziłam gdy słyszałam z jego ust piękna, nienawidziłam się rumienić, a przy nim bywało to dość często.
Tym razem to on pierwszy rzucił się do pocałunku, nie byłam wcale zdziwiona. Odwzajemniając go poczułam silny ból mniej więcej między łopatkami... strzała wbiła się bardzo głęboko, a jednak... osunęłam się na kolana. Szybko mnie tu znalezli... ból był nie do zniesienia, a to oznaczało tylko jedno... Ezio pochwycił mnie w ramiona raz jeszcze. Patrzyłam na niego, był wściekły i jednocześnie zmartwiony. Wyciągnęłam dłoń, dotknęłam jego policzka.
Miło było przez chwile poczuć się szczęśliwą – mimo bólu uśmiechnęłam się – Niezwykle miło było zobaczyć Cie raz jeszcze...
Zabiorę Cię do miejsca gdzie udzielną Ci pomocy – chciał już z nią wstać lecz dziewczyna się sprzeciwiła – Musisz zostać obejrzana przez znawce...
Nie Ezio, na mnie jest już za pózno – byłam coraz słabsza, nie przez wylewającą się krew, on tego nie widział lecz ja czułam truciznę... - Ezio... nawet nie wiesz jak mocno Cie kocham... jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie... spowodowałam iż tak wspaniały mężczyzna na mnie spojrzał... nie mogłam nic więcej pragnąć od życia... nie śmiałabym pragnąć więcej...
Jasnowłosa nie zdołała nic więcej powiedzieć, życie uszło z jej kruchego ciała tak szybko jak spływająca krew po plecach. Włoch czuł jak narasta w nim gniew, kolejny raz odebrano mu to co kochał. Jego ścieżka była splamiona krwią najbliższych. Przytulił ciało swej ukochanej. Nie uronił ani jednej łzy.
Kocham Cię mocniej...
Szepnął podnosząc się z nią na rękach. Pozostało mu nie tylko pochowanie jej wraz z najbliższymi lecz miał w swoim życiu nowy cel. Musiał odnalezc odpowiedzialną za to osobę. Kogoś go zniszczył wizję nowego życia... spokojnego życia...
Moja droga nigdy się nie skończy.
Narzucił jej z powrotem kaptur po czym przyciskając ją do swojej piersi szedł przed siebie. Nie patrzył na siebie, musiał ją pochować. Jak i swoje uczucia... ilekroć je okazywał kończyło się to dla niego tragedią...
Pod osłoną nocy ukończył pogrzeb. Stał patrząc na groby swoich najbliższych. Zgodnie z tradycją powinien złożyć ciało kobiety obok jej rodziny jednakże nie chciał. Pragnął zatrzymać ją jak najbliżej siebie. Rzucił parę ziarenek piasku. Pozwolił sobie na pojedyncze łzy. Jego zemsta się jeszcze nie zakończyła, ona się dopiero zaczęła.
Nie musisz się o nic bać moja droga. Twoi mordercy zginą okrutną śmiercią, nie zaznają spokoju nawet po odejściu na drugą stronę. Obrócę ich istnienie w nicość. A Tobie... Tobie zwrócę to co miałaś najcenniejszego. Nie spocznę dopóki nie będę jeszcze raz miał Cie w ramionach... moja najdroższa... jeszcze się spotkamy.
Nie był sam, obejrzał się za siebie, widząc swego przyjaciela odetchnął. Tej ostatniej nocy nie przeje się krew.

Komentarze
Prześlij komentarz