Wyznanie
Kiedy ten niewinny chłopiec o zniewalającym uśmiechu stał się tak okrutnym zabójcą? Pamiętam kiedy wyciągnął do mnie dłoń... jakim przyjacielskim uczuciem mnie otoczył od samego początku. Mój Ezio... mój chłopczyk...

Pogłaskałam go po policzku, tak spokojnie spał... nie zdarza mu się to jakoś wyjątkowo często. Stracił praktycznie całe swoje życie, wszystko wywróciło mu się do góry nogami. Kocham go na tyle mocno iż cierpie każdego dnia, ukrywam się po kątach ze łzami. On nie może wiedzieć jakiego wroga wpuścił do swojego łoża. Jaką zdzirą jestem będąc obok niego i ciesząc się iż był wstanie pokochać dziewczynę którą znał z najmłodszych lat. Gdyby on wiedział... gdyby tylko zrozumiał... nie skończyłoby się to dla mnie dobrze.
Doskonale o tym wiem...
Nie jestem ani asasynem ani templariuszem. Jestem nikim w tej wojnie, kiedy Ezio zatraca się w zemście za śmierć swoich rodziców... mam ochotę stanąc i wykrzyknąć kim jestem. A raczej kim byłam... on doskonale wie iż moje powiązanie z tymi drugimi jest ogromne, wie o mojej zdradzie. Jednakże jest to temat zakazany, nie chce o tym rozmawiać. W ciągu jednej nocy tamta Alison, ta wiecznie uśmiechnięta i kochająca życie przestała istnień... przestała być tym za kogo podaje się obecnie. Ezio nie wie kompletnie nic o mnie.
Zerknęłam na wewnętrzną cześć prawej ręki, była najliczniej zabliznona, linie były mniej więcej do siebie podobne, o różnym ułożeniu. Każda na jednego templariusza którego zabiłam. W ciągu nocy przez moje dłonie przelała się niewyobrażalna ilość krwi. By pamiętać o swoim czynie naznaczyłam się... gdyby ktoś się temu przyjrzał na pewno by zrozumiał o co chodzi. Kiedy dowiedziałam się co tak naprawdę robili rodzice, coś we mnie pękło. Ojciec jako wielki mistrz przewodził mojej ceremonii wstąpienia. Zebrało się ich naprawdę sporo, przedstawiciele starszyzny, rodzina, przyjaciele. Podczas wypowiadania słów „Niech ojciec zrozumienia nas prowadzi” Po cichu dodałam Was prowadzi... ukradzionym trupowi ostatniego zabitego przez nich asasyna zabiłam pierw ojca, po tym matkę. Wpadając w wir morderstw w mgnieniu oka zniknęli wszyscy z powierzchni ziemi. Templariuszem stajesz się poprzez przysięgę, a odchodzisz tylko poprzez śmierć. Po ogarnięciu się... spaliłam cały dom wraz z ciałami. Jeden z pierścieni dodatkowo zabrałam ze sobą, niedługi czas pózniej w jednej z gospód zabiłam podobną do mnie dziewczynę i zostawiłam na jej palcu pierścień. Oficjalnie dla Anglii umarłam, byli na tyle głupi by w to uwierzyć. W szacie zlikwidowałam wszystkie krzyże, a zamiast tego ogarnęłam ją tak by wyglądała na asasyńską. Creda wyuczyłam się atakując niby moim braci. Droga do Włoch była trudna, niewyobrażalnie trudna.
Jestem nikim... wmówiłam Eziowi fakt utraty rodziców poprzez spisek, widziałam jak mordował niewinnych ich śmierci myśląc iż się mści za nich. Jedyną osobą którą powinien zabić jestem ja. Templariańskie ścierwo... otarłam łzy i wtuliłam się w ciało włocha, czułam się przy nim tak dobrze... nie chciałam tego tracić.
- Znów nie śpisz? - zapytał po czym ucałował ja po głowie – Powinnaś więcej spać.
- Ciesze się Twoją obecnością kochany – że też musiał się obudzić... - Niedługo nie będzie mi dane móc zasypiać i budzić się u Twojego boku.
- Jeszcze troszkę czasu zostało – przytulił ją mocniej do siebie – Templariusze poczekają, ja pierw naciesze się moim skarbem
Nie odpowiedziałam nic, on zmieni zdanie... obecnie dziwna gula przeszkadza mi by wyjawić prawdę lecz nadejdzie taki dzień, on dowie się jakiego potwora wpuścil do swojego życia. Mam ich wszystkich na sumieniu. Spojrzałam na niego uprzednio unosząc niego głowe, zasnął na nowo. Musiał być bardziej zmęczony niż myślałam z początku. Kiedyś będę odważna lub na łożu śmierci. Wszystko mi jedno bo i tak nie będę go miała. Moje życie całkowicie się rozpadnie, Zamknęłam również oczy, pojedyncze łzy utopiły się w materiale koszuli ukochanego.
Nie chce by ktoś o mnie w przyszłości pamiętał czy wspominał. Chce umrzeć raz na zawsze. Templariusz udający asasyna... o to kim tak naprawdę jestem. Alison de Frey... zdrajca templariuszy i samozwańczy asasyn. Zakłamana egoistka walcząca o swoje życie kosztem uczuć osoby którą jako jedyną pokochała. Ezio myśli iż przeszłam wstąpienie do Bractwa.
Szkoda tylko... jak bardzo się myli...
Zapłakana usnęłam. Jak co rok w rocznice śmierci rodziców, rocznice mojej rzezi jak i teoretycznej śmierci własnej. Miałam ochotę zrobić wszystko by mnie znienawidził i zabił. Byle nie cierpiał za długo i zbyt bardzo. Nie dam mu nigdy dziecka które tak bardzo bym chciała, nie chce by w sobie miało i moją zbrukaną krew. Kocham Cie najdroższy choć i tak wiem jaką nienawiścią do mnie zapałasz... nie można mieć w życiu wszystkiego...
Komentarze
Prześlij komentarz