Przyjaciele

 

Ten moment kiedy wchodzisz do szatni... kiedy szukasz wzrokiem znajomych twarzy, nazwisk... Twoich najlepszych przyjaciół... a zamiast tego witasz się z rzeczywistością. Czymś do czego nigdy prze nigdy nie chciałeś dopuścić... przechodzisz obok szafek i zatrzymujesz się przy jednej. Niegdyś miejscu do którego podchodziłeś bardzo często i to nie z powodu bliskiego położenia własnej. Było po co tam podchodzić... uśmiech sam pchał się na twarz. A teraz? Łzy cisną mi się do oczu, wspomnienia przychodzą falami. Wszystkie zwycięstwa jak i porażki. Nas nie dało się poróżnić niczym, poza jednym... nie sądziłem, że zmiana klubu może zaboleć tak mocno. Nie jestem zazdrosny o to iż chłopakom udało się przejść wyżej, udało im się spełniać swoje marzenia. Ja za nimi tęsknie... a moje serce zawsze było czarno-żółte. Nie zmienie klubu... nie opuszczę miejsca którego tak bardzo kocham...

Stojąc przed szafką, najróżniejsze myśli wpadały mi do głowy. Byłem ciekaw co u nich, jak sobie radzą... przez telefon nie jesteś w stanie wyhaczyć wszystkiego, wiele mogą zataić. Ciekawe czy w ogóle jeszcze pamiętają to co się tutaj działo... minęło pół sezonu... a ja dalej noszę ten sam ból w sobie...

Trener zauważył mój spadek. Sportowo staram się trzymać lecz na tym się kończy. Przeddzień klasyka. Największego wydarzenia w Niemczech, jestem rozbity... będę mógł ich zobaczyć. Przywitać się i może nawet porozmawiać. Ale... zawsze jest jakieś ale... oni nie będą się cieszyć jak kiedyś z mojej bramki. Nie będą stali obok na prezentacji. To nie z nimi zacznę mecz i go skończę. Po zejściu do szatni nasze i tak ledwo stykające się drogi rozejdą... nie wiem czy jestem na to gotowy.

Usiadłem na ziemi, trener pozwolił mi posiedzieć w szatni jako, że jestem niby asem drużyny i być może pomoże mi to zebrać myśli. Owszem pomogło. Tylko czy na pewno poszło to w dobrym kierunku... Sięgnąłem po telefon, włączyłem i tak rzadko używanego przeze mnie instagrama. Przeglądałem wrzucone przez znajomych zdjęcia czy filmy. Tak trafiałem na nich. Uśmiechnięci, radośni. Widać jak bardzo są szczęśliwi. Cieszyło mnie to. Oni chociaż nie odczuwali tego co targa mną od dłuższego czasu.

Pewny, że nikt nie wejdzie do szatni. Odłożyłem telefon, uprzednio wyciągając zza etui malutki ostry przedmiot. Nie mam na co czekać. Nic innego mnie na tym świecie nie zaskoczy. To co chciałem przeżyłem. Więcej nie potrzebuje... trzymając w dłoni żyletkę spojrzałem zza siebie. Na dwa numerki... po czym lekko przymykając powieki naciąłem dość głęboko nadgarstek. Tak będzie dla nas wszystkich najlepiej. Nie mam żadnych zobowiązań osobistych. Nie mam nikogo... oczy po upływie chwil zamykały mi się same. Tak nie radziłem sobie z tym co się stało, wytrzymałem zaledwie pół roku... pora powiedzieć sobie dość.

Życie uchodziło ze mnie tak szybko jak krew spływająca na podłogę, miałem na sobie koszulkę klubową. Nie mógłbym odejść w niczym innym. Na pewno będę powodem problemów klubu... jednakże mnie to już nie obchodzi.

Odchodzę w miejscu w którym się najbardziej cieszyłem, miałem najwięcej ochoty na życie. Ostatkami sił raz jeszcze spojrzałem na numerki...

Mario, Robert...

Przepraszam Was przyjaciele, że się więcej nie zobaczymy. Przepraszam za to jaki jestem słaby... ja już po prostu dłużej nie mogę.

Żegnajcie...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marzenie

I. Jeden telefon

Głupiec