Moja historia, wstęp.

 





Nie mogłam narzekać na moje życie. Córka, jedyne dziecko, światowej sławy piłkarza. Jego oczko w głowie, niczego mi nie brakowało w życiu. Miałam wszystko co chciałam, a miłość ojca była tak duża, że wystarczało jej aby zastąpić miłość matki. O niej nie miałam co mówić, zawiedziona, nie poszłam jej śladami tylko kogoś kto był wiecznie przy mnie. Dość o rodzicach i tym jak wyglądają relacje między nami. Los się do mnie uśmiechnął również pod względem miłości, ale... czy na pewno? Thorgan, mój belgijski przystojniak. Był ode mnie nieco starszy, grywał w niemieckiej drużynie. Mieszkaliśmy razem od miesiąca w Dortmundzie. Życie księżniczki trwało w najlepsze. Pewnego, letniego poranka oznajmił mi: „Jedziemy odwiedzić moich rodziców”. Po ponad roku związku bylam już raczej gotowa poznać jego rodzine. I nie miałam z tym problemu, byłam ułożona, miła, wiedziałam jak należy się zachowywać. Problem leżał zupełnie gdzie indziej...


Jeszcze tego samego dnia samolotem przedostaliśmy się do jego rodzinnego domu. Z lotniska odebrał nas jego ojciec. Przemiły człowiek, były piłkarz. Tak samo jak żona i trójka pozostałych dzieci. Thorgan posiadał trzech braci. Byli w różnym wieku, zupełnie od siebie różni, a łączyła ich właśnie piłka. Wypili ją wraz z mlekiem matki, wychowywali się na boisku. Ethan, Kylian, Eden, Thorgan... aż się zastanawiam jak matka dała radę z taką przewagą liczebną! Ona sama, na pięciu facetów w domu. Podziwiam ją. Po przywitaniu się, zasiedliśmy do stołu, mój ukochany był naprzeciwko mnie. Rodzice chcieli uniknąc tak zwanych niegrzecznych rączek pod blatem. Oczywiście wszyscy się zaśmiali, mi rumieniec przeszedł. Nagle do jadalni wpadł chłopak, miał niedbale zapiętą koszulę, nie do końca ogolony. Spojrzałam w jego kierunku, kłopot się właśnie zaczął...


  • Przepraszam za spóznienie! Samolot mi się opóznił! - próbował się jakoś wybronić z uśmiechem na twarzy.

  • Siadaj Eden – matka machnęła ręką, zawsze się spóznia – Obok Cat jest wolne miejsce.


Kiedy usiadł, serce zabiło mi mocniej. Bracia Hazard... pragnęłam najstarszego, a dostałam drugiego po nim. I nie to, że nie kocham Thorgana! Szaleje za nim, chce być z nim do końca moich dni! Tylko... to Edena pragnęłam, on powodował siarki na moim ciele, ten dreszcz... spojrzałam na niego starając się odwzajemnić uśmiech. On nie musi wiedzieć co skrywa serce dziewczyny jego brata. Śmiechy, rozmowy, jeszcze więcej śmiechu, czułam się jakbym była pośród swoich. Pasowałam do tej rodziny. Mój ukochany aż tak bardzo się na mnie nie skupiał, rozumiałam, tęsknił za rodziną. Natomiast Eden... czułam jak czasem na mnie zerkał, a to niby przez przypadek się paluszek otarł o moją rękę... zrobiłam wielkie oczy kiedy paluszki suneły od kolana po udo, co on do licha kombinował?! Odwróciłam głowę by mu się przyjrzeć, dłoń położyłam na jego aby przestał. Nasze oczy się spotkały, w jego wielka tajemnica, nie mogłam wyczytać nic. „Jesteś piękna”. Wyszeptał, po tym się podniósł. Ruszył na górę po tym jak się ze wszystkimi pożegnał.


Od spotkania minęły dwa tygodnie, ja do tej pory nie pozbierałam się po tym. Zamiast zareagować... pragnęłam więcej, gdybyśmy byli sami nie wiem czy bym się powstrzymała. A nie mogę! Do jasnej cholery nie mogę! Byłam z jego bratem, tego się nie robi! Stojąc przed lustrem w niebieskim komplecie bielizny uciekałam myślami w bardziej niegrzeczne strefy, chciałam być dotykana, przeżyć pełen namiętności stosunek... czuć Hazarda w sobie...


  • Kochanie zbieramy się!


Thorgan się niecierpliwił, dzisiaj grała reprezentacja, wyjdzie na boisko wraz z bratem i całą resztą. Miałam być na trybunach, przynieść mu szczęścia. Pasowało mi to, poznaliśmy się na stadionie, większość randek odbywała się w taki sposób. Mi to nie przeszkadzało. Cieszyłam się jak dziecko z każdej kolejnej, on też nie zauważył jak działa na mnie Eden... całe szczęście. Narzuciłam sukienke na siebie, znalazłam buty oraz torebkę. Byłam gotowa by mu się pokazać, trener urwałby mi łep gdyby as jego drużyny się spóznił.

Po meczu smutek zagościł w naszych sercach, Belgia przegrała, marzenia o finale legły w gruzach. Stadion Wembley tym razem nie pomógł. Przedostając się przez ochronę, dziennikarzy, znałam obiekt jak własną kieszeń. Stadion Anglii, tata grywał tu dla reprezentacji i za każdym razem mnie zabierał. Pewna siebie weszłam do szatni moich chłopców. Nie zastałam tam praktycznie nikogo, zdziwiłam się, było grubo po zakończeniu spotkania. Prócz jednej osoby... Kapitan siedział nie przebrany, opaska widniała na jego ramieniu. Eden Hazard był załamany... podeszłam, walczyłam z sobą, usiadłam obok.


  • Głowa do góry – świetne pocieszenie Cat, o to mu właśnie chodziło – Jeszcze nie jeden mecz wygracie.

  • Co Ty tu robisz? - zapytał podnosząc głowę. Był zdziwiony.

  • Przyszłam do Thorgana – odpowiedz była jasna, skąd u niego taka reakcja... jeśli mi wiadomo dalej z nim byłam.

  • Oni pojechali parę minut temu – podniósł się z miejsca – Musiał o Tobie zapomnieć w takim razie.

  • Pewnie to przez mecz – zakuło mnie serce, zapomniał, kochany naprawdę, skupiłam wzrok na męzczyznie, skoro pojechali... co on tutaj robił? O kapitanie raczej nie zapomnieli – Zadzwonie do niego.

  • Wyjdz Cat – patrzył się na sufit – Nie będę drugi raz tego powtarzał.

  • Słucham? - był do mnie plecami, opaska z ręki znalazła się na ziemi. Coś mnie tchnęło aby do niego podejść.

  • Wyjdz... - stukot szpilek dał mu do zrozumienia gdzie ona się znajduje, nie podobało mu się to nic, a nic.

  • Eden... - stanęłam przed nim, starałam mu się spojrzeć w oczy, wyczytać po raz kolejny co mu chodzi po głowie.


Nie odpowiedział mi nic, wpatrywał się w moje oczy, oddychał spokojnie, klatka piersiowa nie chodziła mu szybciej. Staliśmy bardzo blisko siebie, niemalże się stykaliśmy ciałami. Minuty uciekały, a chwila milczenia trwała w najlepsze.


  • Wyjdz... - szepnął znów, zależało mu na samotności, by być z dala od wszystkich dookoła, zwłaszcza jej.


Położyłam dłoń na jego klatce, nie zostawie go samego. Widziałam, on cierpi, chciał to zatuszować swoją idealną postawą, nie ze mną te numery! Najgorsze co mogę zrobić to zostawić go samego, nie wiadomo co mu by strzeliło do głowy. Zaraz po moich ruchu, czułam jego dłonie na talii, usta zatkał mi swoimi wargami. Pocałunek początkowo niewinny, szybko przerodził się w pełen namiętności. Odwzajemniłam go, serce nie sługa... nie kiedy pragnie się kogoś... zrobiliśmy parę kroków. Moje plecy oparły się o ścianę, Belg zszedł z pocałunkiem na szyje, dłonie na biodra. Posłusznie odchyliłam głowę, przyciągnęłam go bliżej, chciałam czuć jego ciało!


  • Nie przestawaj...


Szepnęłam, będąc w miejscu publicznym, nie mogliśmy się oddać temu tak jakbyśmy tego chcieli. Eden zdjął ze mnie majtki, pragneliśmy siebie tak samo mocno. Wrócił do pocałunku, w międzyczasie spuszczając spodenki wraz z bokserkami, to się właśnie działo. Dzieliły nas sekundy od spełnienia swojego pragnienia, wyrzuty sumienia? Thorgan zrozumie, jego kocham, a brata... chce by mnie pieprzył. Uniósł moje ciało, za nim znalazłam miejsce dla nóg, on... on we mnie wszedł. Trzymając się szyi, pozwalałam mu na zabawę, czułam go bardzo, miał się czym pochwalić. Jęki tłumiłam, zagryzałam wargę, niekiedy coś się wymsknęło jednakże szybko się poprawiałam. On odczuwał to samo do mnie... żar namiętności i pragnienia był dosłownie taki sam.

Wydarzenie z szatni... zmieniło moje życie jeszcze bardziej. Thorgan nigdy się o tym nie dowiedział i nie dowie. Żył w świadomości idealnego partnera, kochanka. A ja? Odpowiadałam będąc idealną partnerką... nie kochanką. Kiedy miałam okazje, lądowałam w łożu Edena. Pieprzyliśmy się przynajmniej raz w tygodniu. Podniecał mnie... wiedział jak ma zadbać o mój komfort podczas zabaw. Byłam suką, zdradzając regularnie Hazarda z bratem, wszystko pozostaje w rodzinie... tak to sobie tłumaczyłam...


Choć może zaczne od początku? Jak poznałam Thorgana i Edena, dlaczego ten drugi tak na mnie działa... skąd miłość do pierwszego?


Tak więc... nazywam się Cat Beckham, a to moja historia...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marzenie

I. Jeden telefon

Głupiec