Dwie osobowości
Za nim opuściłam swój wygodny jak na moje standardy apartament to podeszłam do okna, słońce jeszcze nie zdążyło powstać by powitać nowy dzień, a ja już dawno po kubku kawy, prysznicu i gotowa do wyjścia. To nie tak, że nie mogłam spać w nocy bo mogłam, jakbym miała taką możliwość to był nie wychodziła z ciepłego łóżeczka. Jednakże ja na poważnie traktowałam moje nowe życie, szanse daną mi przez los. Mogłam z uśmiechem spoglądać na nie, cieszyć się z sukcesu jaki udało nam się osiągnąć jako grupa, ja jako jej liderka. Dlatego też wymagali ode mnie profesjonalnego podejścia, jutro mamy wolne więc się wyśpię no chyba, że Sera bądz Kaisa będzie chciała wyskoczyć na miasto. W co wątpie, ona same będą chciały odpocząć. Miała wyjść nasza pierwsza płyta i nie było zmiłuj, dużo pracy i wysiłku aby była ona w całości na najwyższym poziomie. Podeszłam do toaletki by przeczesać włosy, chwyciłam szczotkę i przejechałam po nich po raz pierwszy, wtedy też spojrzałam na swoje odbicie, nie zawsze byłam blondynką. Mimo czucia się w nich cudownie, ja... ja dalej pamiętam kim byłam. Jak to wyglądało przedtem... żadnego zaufania do innych, żadnego miejsca na dłużej żeby tylko nikt się nie domyślił, żadnych uczuć... manipulacja i układanie ludzi pod swoje dyktando. Taka właśnie była dawna Ahri, czarnowłosa lisica przemierzająca świat w poszukiwaniu ofiar, nie umiałam odnalezc swojego miejsca. Im więcej dusz wchłonęłam tym więcej empatii się we mnie pojawiało, nareszcie uciekałam ze swojego zamknietego chorego świata, aż do teraz gdy na pierwszym miejscu stawiam zespół, potrzeby moich przyjaciółek, a dopiero po nim samą siebie. Być może będę już taka cały czas, diva świata muzycznego albo kiedyś ta empatia się we mnie skończy i wrócę do własnego wiezienia, ogon opadł mi przez same myśli, moje chęci pójścia do studia również opadły. Kiedyś to wszystko strace... chyba, że wcześniej uda mi się opracować schemat dzięki któremu nie będę koszmarem dla ofiar... może ja po prostu taka już jestem? Pomylona lisica...
Dzisiaj to będzie Twój dzień
Powiedziałam do siebie tak jak zawsze Seraphine nas motywowała, ona od kiedy doszła do zespołu dodała nam świeżości, nie tylko z powodu nowego głosu czy energii. Była świetną motywatorką, odłożyłam szczotkę, wziełam telefon który wrzuciłam do torebki, przerzuciłam ją przez ramie i wyszłam ze swojego mieszkania zamykając go. Do studia nie miałam za daleko, może jeszcze dzisiaj po próbie, próbach skoczę na basen bądz lodowisko? Być może któraś z moich przyjaciółek będzie chętna.
Idąc drogą byłam pewna, że nie uciekne przed swoją prawdziwą naturą, mogłam tylko udawać taką co jest całkowcie normalna, musiałam zaakceptować prawdziwy fakt. Przez moment bałam się czy przypadkiem nie manipuluje zespołu by się ze mną przyjaźnił. Watpiłam aby to było możliwe, one same w sobie były potężne. Każdy kolejny krok po pustej ulicy był jak tortura, musiałam znalezc sobie ofiare... ja już tak dłużej nie potrafiłam wytrzymać! A co jeśli co jakiś czas mogłabym sobie na to pozwolić i dalej być w zespole? Nikt by się przecież nie dowiedział... byłoby ze mną wszystko dobrze. Kroki zamieniły się w bieg, na wypadek abym nie spotkała kogoś po drodze, abym kogoś nie skrzywdziła. Wpadłam jak burza do studnia, pustego studia... całe szczęście, nikt mnie teraz nie widział. Zostawiłam torebkę na wieszaku, pokierowałam się do łazienki by ogarnąć znów włosy i tym razem również makijaż. Ledwie zamknęłam drzwi, a na ściane poleciała kula mojej mocy, robiąc w niej wgłębienie, zsunęłam się po drzwiach na ziemie, krzyk otoczył całe pomieszczenie, ja już dłużej nie wytrzymam! To mnie rozrywa od środka. Łzy napłynęły mi do oczu by zaraz rozlać się po policzkach. Nie mogę do tego wszystkiego wrócić... ten głód był niemożliwy każdego dnia do zwalczenia.
Jest tu ktoś?
Usłyszałam podnosząc głowę, otarłam łzy, to był niewłaściwy moment by przyjść. Zamiast się ukrywać to podniosłam się. W lustrze nawet nie zwróciłam uwagi nie na rozmyty makijaż, a fioletowe oczy... oczy Ahri zabójczyni. I tak też wyszłam. Owieczka nieświadomie przyszła sama.

Komentarze
Prześlij komentarz