Bohater...

 

Gdy na Twoich rękach umiera osoba którą kochałeś najbardziej na świecie w sercu już do końca życia pozostaje dziura, której niczym. Nieważne jak bardzo będziesz się starać, niczym nie załatasz. Tym bardziej jak próbowałeś ratować tą osobę, a widocznie przyczyniłeś się do jej śmierci... gdybym wtedy tak sobie nie zaufał, nie zaufał mojej sieci... ona na pewno by teraz była ze mną. Nawet nie musiała by być moją dziewczyną, ale by żyła...


Moje dni wypełniała pustka, nie umiałem się z tym pogodzić choć wszyscy tego ode mnie oczekiwali. Uśmiechu, radości. Przecież kto mógł wiedzieć co mi się przytrafiło kiedy to chowałem się pod maską bohatera... co z tego, że świat został uratowany kiedy to mój się zawalił? Nawet ktoś taki jak ja, obdarzony mocą, może być czasem egoistą, oddałbym wszystko w zamian za życie tego jednego kwiatuszka na łące... duszyczki która rozświetlała tą szarą rzeczywistość... dla mnie to się właśnie skończyło... ocierałem łzy z policzków za każdym razem gdy tylko sobie o tym przypominałem, budziłem się z nimi po każdym koszmarze nocnym. Jeśli mógłbym cofnąć czas albo chociażby mieć jedno życzenie... ona by żyła. Cieszyła by się swoim życiem aż do teraz. Nigdy nie zapomnę jej ciepłego uśmiechu który witał mnie przy każdym spotkaniu. Jej dotyku... zapachu... barwy głosu... wszystkich wspólnych chwil... a nawet i kłótni bowiem to również była część naszego życia.


Teraz... zostałem bez całego serca, oddałem je kobiecie i nawet w obliczu tragedii nie chciałem go odzyskać, ilekroć myślałem żeby do niej dołączyć pomyślałem, że ona by tego nie chciała. Miałem żyć dla jej wspomnienia. Jeślibym odszedł to odeszłaby ona raz na zawsze. Ktoś kiedyś mądry powiedział mi, że osoba nigdy nie umiera jeśli wciąż żyje w Tobie. Było to jakieś pocieszenie, liche bo liche, ale było.


I dlatego kiedy przed oczami stanął mi widok spadającej kobiety, praktycznie identyczny do tego co ja zastałem. Nie mogłem podjąć innej decyzji, nie mogłem pozwolić by ktoś czuł się tak samo podle jak ja. Gdy osoba która pierwsza rzuciła się do pomocy została od niej odciągnięta. Bez namysłu skoczyłem, tak. Nie zaufałem sobie już tak bardzo. Nie będę ryzykować kolejnym życiem. Najwyżej to ja nim przypłace, mogę się poświecić byle tylko żadna więcej osoba nie cierpiała. Chwyciłem ją za rękę po czym przyciągnąłem do swojego ciała, dopiero kiedy miałem ją pewnie w objęciu zdecydowałem się użyć sieci by znalezc się gładko na ziemi. To była chwila, która dzieliła dziewczynę od śmierci. Oszołomiony stojąc na ziemi, nie wyrwałem się z tego stanu dopóki nie usłyszałem przestraszonego głosu.


  • Dzie.. dziękuje Ci... - wyszeptała instynktownie trzymając się swojego wybawcy, dla niej to również była chwila.

  • Bardzo proszę... - odpowiedziałem skromnie jak na swoją osobę.


Nawet nie poczułem kiedy łzy napłynęły mi do oczu. Emocje wzieły górę nade mną, ja... ja ją uratowałem. Ja przyczyniłem się do uratowania jej życia... tym razem nie zawiodłem tak jak wtedy.. nie oczyszcza mnie to w żaden sposób lecz... ja... nareszcie się do czegoś przydałem... a to mogła być moja ukochana dziewczyna... gdybym tylko wtedy podjął inną decyzje... skończyłoby się to tak jak teraz... byłem gotów się poświecić dla tej dziewczyny, czegoś czego nie zrobiłem dla swojej ukochanej...


  • Co się dzieje? - zapytała nieśmiało widząc zachowanie mężczyzny.

  • Nic takiego, ciesze się, że żyjesz – odparłem próbując się uspokoic.


Odstawiłem ją w bezpieczne miejsce wracając do bitwy. Więcej do tego nie planowałem wracać... mogłem co najwyżej przepraszać moją dziewczyne stojąc nad jej grobem. Niewiele trzeba było aby żyła... co właśnie odczułem na własnej skórze...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marzenie

I. Jeden telefon

Głupiec