Różyczka

 

Sam do końca nie wiem kiedy to wszystko się zmieniło. A może to ja się zmieniłem? Może świat dookoła mnie się zmienił? A może wcale nic się nie zmieniło, a ja próbuje sobie tylko coś wytłumaczyć... początkowo myślałem, że ratuje swoje ukochane miasto. Jestem bohaterem kochanym i uwielbianym. Mam dookoła siebie ludzi na których mogę liczyć, przynajmniej w szkole. Poza nią byłem sam... byłem zdany na siebie. Kiedy mogłem ocalić życia innym cieszyłem się. Jestem jeszcze bardziej potrzebny światu. Wreszcie doceniają mnie w inny sposób, ta maska pomagała mi cieszyć się życiem w jeszcze lepszy sposób. Tak samo jak Ona... ilekroć się ze mną droczyła, niekiedy nabijała. Zawsze była przy mnie na akcji, Ona mi pomagała gdy byłem w tarapatach, Ona miała zawsze świetne pomysły, Ona samym uśmiechem powodowała iż z góry przegrana bitwa była wygrana. Nieważne jak i gdzie, gdy Ona była ze mną, nawet najczarniejsze chmury się rozchodziły i wychodziło słońce wraz z piękną tęczą. Ona... była dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką. Nawet nie zdawałem sobie sprawy kiedy moje podejście się zmieniło. Nie ratowałem już Paryża z powodu ludzi, nie zjawiałem się tam pchany chęcią bycia bohaterem. Ja chciałem zobaczyć Ją... poczuć Jej zapach... Jej dotyk na swoim ciele. Usłyszeć Jej głos. Tak kojący dla mego serca... stała się osobom dla której nakładałem maskę, leciałem na pole bitwy chcąc spotkać właśnie Ją.


Może to właśnie był powodów dla którego jesteś tutaj gdzie jestem. Obserwuje miasto z wieży, pod osłoną nocy. Powstrzymuje łzy przypominając sobie Jej słowa. Ona... słusznie je wypowiedziała, słusznie mnie tak potraktowała. Ja wiedząc jak bardzo zawiniłem... dlaczego czuje się tak podle... sam sobie na to zapracowałem... sam jestem sobie winny... ta dziura w sercu to tylko moja zasługa... gdybym wtedy zareagował inaczej, powiedział coś innego... nie siedziałbym teraz tutaj z różą w dłoniach, jej kolce, dawno przestałem zwracać uwagi na to jak kują. W głowie wciąż odbijały mi się słowa. Jej słowa...


  • Jak mogłeś?! Dlaczego za mną poszedłeś?! Przez Ciebie zawaliliśmy całe powierzone zadanie! Dlaczego jesteś tak beznadziejny?! Dlaczego mnie wiecznie zawodzisz?! Dlaczego nie możesz być jak inni i wreszcie się do czegoś przydać?! Nie chce Cię ani znać ani widzieć dopóki się nie zmienisz!


Powtórzyłem to wszystko na głos, naciskając na ostatnie zdanie. Ja się przecież nie zmienię, a to oznaczało iż nigdy już nie mogę Jej zobaczyć... muszę uszanować Jej zdanie. Dostosować się... mając w pamięci te ostatnie słowa. Zawsze sobie wyobrażałem jak rzuca mi się na szyje, obdarowuje pocałunkiem i uśmiecha się. Byłbym wtedy kimś... najszczęśliwszym na ziemi... we wszechświecie... teraz nie pozostało mi nic, ocieram łzy z policzków. Po czym wyrywam płatki róż ze słowami.


  • Nie kocha...


Wyrywam płatek który leci na wietrze.


  • Kocha...


I tak kolejny i kolejny, moje myśli się powoli wyciszały, skupiałem się na słowach które wypowiadałem. Gdy trzymałem w dłoni pustą łodyszke i ostatni płatek, łzy jeszcze bardziej spływały mi po policzkach, leciały prosto na kawałki kwiatka, wypuściłem go szepczą.


  • Nie kocha...


Wtedy też podniosłem się, otarłem powstałe łzy. Obiecałem iż nikt nigdy nie dowie się kto skrywa się za maską, dlatego też skryłem pierścień w kieszeń. Może Ona... nie... Jej nie obchodzi mój los... nikogo już nie obchodze. Stanąłem bliżej krawędzi spuszczając głowę oraz łodyszkę róży, która miała być dla Niej, miałem Jej powiedzieć co czuje, co skrywam od dawna, a zamiast tego moje słowa do Niej powinny brzmieć...


  • Żegnaj...


Tak będzie dla wszystkich najlepiej, byłem pewny iż znikne z tego świata na zawsze, zrobiłem krok do przodu, balansowałem na cienkiej granicy życia i śmierci. Właśnie, à propos życia... najwyższa pora coś sprawdzić,


  • Zobaczymy czy Kot ma dziewięć żyć...


Szepnąłem ponownie do siebie, zamykając oczy zeskoczyłem. Gdybym faktycznie tyle ich miał. Wszystkie bym Jej oddał, wszystkie chciałbym spędzić z Nią, za każdym razem moje uczucia by się nie zmieniły... była, jest dalej dla mnie wszystkim... zabieram ze sobą dwie tajemnice. Nie tylko tożsamość bohatera jak i uczucia do Jedynej dziewczyny, która potrafiła poruszyć moje serce w taki sposób.


Gdy ciało styknęło się z podłożem, ostatnie o czym myślałem to. Moment w której mówię Jej...


  • Kocham Cię Biedronko...


Kot nie ma dziewięciu żyć... ma tylko jedno... które oddał niewłaściwej dziewczynie...  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marzenie

I. Jeden telefon

Głupiec